Czar góralskiej chusty

Opublikowany: 06 grudnia 2012 r.

Kilka lat temu w polskiej modzie nastąpił wielki powrót wzorów zaczerpniętych z rodzimego folkloru. Krajowy rynek został wręcz zasypany akcesoriami związanymi ze sztuką ludową. Szczególną popularnością cieszyły się dodatki typu: torebki, portfele, kosmetyczki, różnego rodzaju etui oraz – oczywiście – biżuteria, np. ponadczasowe czerwone korale. W branży odzieżowej pojawiły się ręcznie szyte i haftowane koszule, paski, sukienki i spódnice – a nawet ozdobne kwieciste zopaski (nakładane na spodnie) czy choćby haftowane mankiety (np. ze wzorem łowickim). Designerzy wprost oszaleli na punkcie wzornictwa nawiązującego do wycinanek łowickich i innych kwiatowych haftów ludowych. Olbrzymim powodzeniem na powrót zaczęły się też cieszyć góralskie chusty, które zawojowały polski rynek tekstyliów.

Tradycyjne góralskie chusty o charakterystycznym kwiecistym wzorze na jednobarwnym tle (czerwonym, kremowym, białym, zielonym, żółtym, czarnym czy ciemnoniebieskim) oryginalnie szyte były z tkaniny tybetowej. Tybet – bo tak brzmi ogólnie przyjęta nazwa tego materiału – to cienka tkanina o skośnym splocie, wyrabiana z wełny owiec lub kóz tybetańskich. Właśnie z niej pod koniec XIX w. szyto tradycyjne góralskie spódnice oraz chusty.

Obecnie do wykonania podobnych elementów odzieży producenci używają różnych materiałów, najczęściej mieszanek poliestru i bawełny. Wpływa na to wysoka cena tkanin wełnianych – oryginalne wełniane chusty mogą kosztować kilkaset złotych, natomiast ich poliestrowe podróbki z reguły można nabyć w cenie od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Różnica zauważalna jest przede wszystkim w fakturze i jakości materiału, natomiast wizualnie efekt jest bardzo podobny, dzięki czemu każda wielbicielka góralskiej „tybetki” może dziś wzbogacić swą stylizację chustą w ulubionym stylu – i do tego wciąż modną. Trzy lata temu, kiedy „tybetki” były hitem sezonu, promowało je wiele polskich gwiazd i artystów. Niektórzy z nich założyli nawet własne linie designerskie, wykorzystujące góralskie wzornictwo. Jako przykład posłużyć może kolekcja Marysi Sadowskiej, która wylansowała bluzy sportowe, szyte z chust ludowych. Inną artystką czerpiącą z góralskich tradycji jest Aneta Larysa Knap – wpadła ona na oryginalny pomysł ozdobienia dżinsów haftowanymi podhalańskimi parzenicami. Artystka projektuje także odzież i bieliznę, często wykorzystując materiały z góralskim wzorem kwiatowym – dokładnie takim samym, jaki występuje w tradycyjnej tybetowej chuście czy spódnicy.

Modzie na góralskie chusty – jak również te stylizowane na tradycyjne góralskie chusty – w pewien sposób dopomógł znany serial telewizyjny z Giewontem w tytule, a częściowo – promowanie tych dodatków przez celebrytów. Jednak renesans popularności góralskiej chusty nastąpiłby z pewnością niezależnie od wszystkich możliwych działań promocyjnych. Jest ona bowiem jedną z najpiękniejszych, najbarwniejszych i najbardziej urokliwych ozdób kobiecego stroju, jakie zna polski folklor. Nic więc dziwnego, że jej urok się nie starzeje i Polki wciąż przepadają za górskimi wzorami ułożonymi z kwiatków na kolorowym tle.

Aleksandra Perkowska

fot. pinger.pl